Translate

środa, 25 listopada 2009

Bukietów c.d.

Wczorajszego dnia robiliśmy po raz pierwszy bukiety w kształcie wachlarza i podkowy. Dzisiaj również powtarzaliśmy wachlarz i jak zwykle dałam za mało kwiatów i są zbyt skąpe w górnej części. Oczywiście mogłam to nadrobić kolorowymi patyczkami i poprzeplatać cieniutkim drucikiem, lub rafią. Pomysłów na pewno jest wiele.
Wachlarz wczorajszy. Dałam tu za wysokie kwiaty i musiałam to nadrobić gipsówką, a i tak jest pusto.

Wachlarz dzisiejszy. Krótsze kwiaty tym razem, ale znowu przydałoby się więcej. Złapałam, co było ;) Panuje pustka pomiędzy kwiatami w górnej części wachlarza, tam właśnie powinnam umieścić patyczki lub kwiaty.


A to bukiety dziwczyn:





Podkowa. Bukiety dziewczyn:






A oto moja podkowa. Zabrakło róż, więc musiałam zadowolić się kapustą :D. Kolorystycznie oczywiście pasuje, ale pannie młodej bukietu z kapustą nie polecam :))



I na koniec dzisiejsze kompozycje płaskie na stół z miniaturkami:
Moja kompozycja :)



Kompozycja dziewczyn:


miniaturka





Pozdrawiam serdecznie i dobranoc :D

wtorek, 24 listopada 2009

Bukiecikowe wzmagania


Moje przygoda z układaniem kwiatów w bukiety zaczęła się na początku listopada. Okazało się to dla mnie dużą nowością, bo chodź znam się na kwiatach i krzewach ogrodowych to nie mam zielonego pojęcia o roślinach znajdujących się w kwiaciarni. Oczywiście wszystko jest do opanowania, a zaliczenie kursu jeszcze przede mną :). Jak na razie nie mam jeszcze bzika na tym punkcie.
Wychodzi wiele kolorowych czasopisma o tematyce florystycznej, niektóre z nich oglądamy na kursie i powiem jedno dla mnie są to dzieła sztuki. Kompozycje, dodatki i same pomysły florystów zadziwiają. Zdziwiłam się ile jest technik i sposobów układania, trzymania i wiązania bukietów. Każdy florysta ma swój styl i sposób, my kursanci musimy znaleźć swój, ale zanim do tego dojdzie sporo trzeba się naukładać. Po poniedziałkowym dniu miałam dość bukietów, ręce mi opadały ze zmęczenia. Na początku kursu wszystkie byłyśmy skupione, panowała grobowa cisza byle by tylko udało się związać te cholerne trzy różyczki oczywiście zachowując magiczny trójkąt no i byle by kwiaty się nie rozpadły i nie poprzesuwały. Po paru godzinnym miętoszenia tych biedactw coś tam zaczęło wychodzić :D, ale to nie był koniec. Pojawił się kolejny schodek pięć, siedem i dziewięć kwiatów bez przybrania i z przybraniem do tego inna metoda układania. Powiem wam jest różnica :) Było ciężko, ale przetrwałam ha :O.
Kwiaty po tak wielu godzinach układania wyglądają koszmarnie chodź po każdym rozebraniu bukietu są przycinane i odstawiane do wody.
Na następnych zajęciach dano nam trochę odpocząć od wiązanek i zabrałyśmy się do układania stroików w suchej piance. To mi się bardzo, bardzo spodobało :D, ale nie można przecież ciągle układać w suchej piance. Najważniejsze, że zajęcia są urozmaicone zawsze jest coś nowego. Zaczynam się przy tym bawić i nie jest to dla mnie tak stresujące jak było na początku.

Parę zdjęć jak to wygląda:
W tych bukietach mieliśmy uzyskać przestrzeń. Mało kwiatów dużo zieleni.


W tym bukiecie uciekły mi białe drobne chryzantemy(nazywane margaretkami) i forma tego bukietu nie jest okrągła tak jak powinna być.


Butonierka z wymęczonych kwiatków :D

Pojedyncza róża dekorowana przy główce. Proszę nie zwracać uwagi na kokardę ;) Nie jest przymocowana. Chodziło o to, aby pokazać nam ułożenie kokardy.


A to już nie moje bukiet, a dziwczyn.




Te kwiatki odsłużyły swoje. Pozwolono mi je wziąć do suszenia. Mam już co do nich plany. Ale o nich to już następnym razem.
Pozdrawiam serdecznie

piątek, 20 listopada 2009

Nowi mieszkańcy Kotlandii


Był to Październikowy dzień. Za oknem szalał wiatr łamiąc wszystko dokoła. Spokojne wcześniej morze tego dnia bardzo się gniewało zabierając z sobą plażę i strasząc, że i nas zabierze, a jednak odpuściło, a może to my sobie poszliśmy by go dalej nie drażnić.
Spacer i tak się udał mimo niebezpiecznej tego dnia pogody.
Zdjęcia ze spaceru:
Niespokojne morze:
Wszystko jednak zaczęło się parę dni wcześniej, gdy do ogródka przyszła koteczka prosząc o jedzonko. Oczywiście spełniliśmy jej prośbę i w taki oto sposób zaczęła przychodzić codziennie. Po tygodniu przyprowadziła ze sobą małego szarego koteczka. Oczywiście od razu nam się spodobał. Nie był to Tygrynio, ale miał szare futerko i małe czarne cętki. Postanowiliśmy odczekać jakiś czas, bo pił mleko kotki i bardzo bał się ludzi. Następnego dnia były już dwa. Druga okazała się koteczką i to szylkretową.
Pojawił się dylemat. Wziąć tylko jedno, a drugie pozostawić? Czy wziąć oba i zobaczyć, co z tego będzie?
Przyznam baliśmy się trochę, ale pogoda tego październikowego dnia była tak straszna ze oba zostały zabrane do Kotlandii. Poznały tam Migdała, który im przypadł do gustu i stał się ich ulubieńcem i kumplem do zabaw i Micię, która oczywiście pokazała gdzie ich miejsce, prosząc prychaniem aby się do niej nie zbliżały.
Teraz Migdał i dwa kociaki tworzą zgraną bandę. W dosłownym tego sława znaczeniu.
Koteczka dostała na imię Bruksa. Jest pięknie umaszczona. Podobno tak umaszczone zdarzają się tylko kotki i są trudne do okiełznania. Jak na razie jest to bardzo miła i sympatyczna koteczka i nie zapowiada się na strzygę. Koci chłopczyk dostał na imię Ptyś, ale ja nazywam go Tuptuś lub Centek. Jest trochę maślakowaty ;D i trudno mu wybrać imię.

A oto nasze kociaki:

Czas płynie jak by uciekał mi między palcami. Zostałam wysłana na kurs "Bukieciarstwa"przez urząd pracy. Nie układałam nigdy bukietów, chciałam zobaczyć czy jest to coś, co będę lubić i przyznam, że nie jest to takie proste :), ale się uczę i jak coś ładnego mi wyjdzie to pokarzę.
Pozdrawiam serdecznie

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails