Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2009

Bukietów c.d.

Obraz
Wczorajszego dnia robiliśmy po raz pierwszy bukiety w kształcie wachlarza i podkowy. Dzisiaj również powtarzaliśmy wachlarz i jak zwykle dałam za mało kwiatów i są zbyt skąpe w górnej części. Oczywiście mogłam to nadrobić kolorowymi patyczkami i poprzeplatać cieniutkim drucikiem, lub rafią. Pomysłów na pewno jest wiele. Wachlarz wczorajszy. Dałam tu za wysokie kwiaty i musiałam to nadrobić gipsówką, a i tak jest pusto. Wachlarz dzisiejszy. Krótsze kwiaty tym razem, ale znowu przydałoby się więcej. Złapałam, co było ;) Panuje pustka pomiędzy kwiatami w górnej części wachlarza, tam właśnie powinnam umieścić patyczki lub kwiaty. A to bukiety dziwczyn: Podkowa. Bukiety dziewczyn: A oto moja podkowa. Zabrakło róż, więc musiałam zadowolić się kapustą :D. Kolorystycznie oczywiście pasuje, ale pannie młodej bukietu z kapustą nie polecam :)) I na koniec dzisiejsze kompozycje płaskie na stół z miniaturkami: Moja kompozycja :) Kompozycja dziewczyn: miniaturka Pozdra

Bukiecikowe wzmagania

Obraz
Moje przygoda z układaniem kwiatów w bukiety zaczęła się na początku listopada. Okazało się to dla mnie dużą nowością, bo chodź znam się na kwiatach i krzewach ogrodowych to nie mam zielonego pojęcia o roślinach znajdujących się w kwiaciarni. Oczywiście wszystko jest do opanowania, a zaliczenie kursu jeszcze przede mną :). Jak na razie nie mam jeszcze bzika na tym punkcie. Wychodzi wiele kolorowych czasopisma o tematyce florystycznej, niektóre z nich oglądamy na kursie i powiem jedno dla mnie są to dzieła sztuki. Kompozycje, dodatki i same pomysły florystów zadziwiają. Zdziwiłam się ile jest technik i sposobów układania, trzymania i wiązania bukietów. Każdy florysta ma swój styl i sposób, my kursanci musimy znaleźć swój, ale zanim do tego dojdzie sporo trzeba się naukładać. Po poniedziałkowym dniu miałam dość bukietów, ręce mi opadały ze zmęczenia. Na początku kursu wszystkie byłyśmy skupione, panowała grobowa cisza byle by tylko udało się związać te cholerne trzy różyczki oczywiście

Nowi mieszkańcy Kotlandii

Obraz
Był to Październikowy dzień. Za oknem szalał wiatr łamiąc wszystko dokoła. Spokojne wcześniej morze tego dnia bardzo się gniewało zabierając z sobą plażę i strasząc, że i nas zabierze, a jednak odpuściło, a może to my sobie poszliśmy by go dalej nie drażnić. Spacer i tak się udał mimo niebezpiecznej tego dnia pogody. Zdjęcia ze spaceru: Niespokojne morze: Wszystko jednak zaczęło się parę dni wcześniej, gdy do ogródka przyszła koteczka prosząc o jedzonko. Oczywiście spełniliśmy jej prośbę i w taki oto sposób zaczęła przychodzić codziennie. Po tygodniu przyprowadziła ze sobą małego szarego koteczka. Oczywiście od razu nam się spodobał. Nie był to Tygrynio, ale miał szare futerko i małe czarne cętki. Postanowiliśmy odczekać jakiś czas, bo pił mleko kotki i bardzo bał się ludzi. Następnego dnia były już dwa. Druga okazała się koteczką i to szylkretową. Pojawił się dylemat. Wziąć tylko jedno, a drugie pozostawić? Czy wziąć oba i zobaczyć, co z tego będzie? Przyznam baliśmy się trochę, ale