Nowi mieszkańcy Kotlandii
Był to Październikowy dzień. Za oknem szalał wiatr łamiąc wszystko dokoła. Spokojne wcześniej morze tego dnia bardzo się gniewało zabierając z sobą plażę i strasząc, że i nas zabierze, a jednak odpuściło, a może to my sobie poszliśmy by go dalej nie drażnić. Spacer i tak się udał mimo niebezpiecznej tego dnia pogody. Zdjęcia ze spaceru: Niespokojne morze: Wszystko jednak zaczęło się parę dni wcześniej, gdy do ogródka przyszła koteczka prosząc o jedzonko. Oczywiście spełniliśmy jej prośbę i w taki oto sposób zaczęła przychodzić codziennie. Po tygodniu przyprowadziła ze sobą małego szarego koteczka. Oczywiście od razu nam się spodobał. Nie był to Tygrynio, ale miał szare futerko i małe czarne cętki. Postanowiliśmy odczekać jakiś czas, bo pił mleko kotki i bardzo bał się ludzi. Następnego dnia były już dwa. Druga okazała się koteczką i to szylkretową. Pojawił się dylemat. Wziąć tylko jedno, a drugie pozostawić? Czy wziąć oba i zobaczyć, co z tego będzie? Przyznam baliśmy się trochę, ale ...