Mój ukochany Tygrynio...
Dzisiaj mój ukochany koteczek opuścić Kotlandię. Był przemiłym, cudownym kotem, moim ukochanym Brysiem. Spał mi zawsze nad głowa, spychając mnie z poduszki. Budził mnie noskiem, abym wstała i dała mu papu. Gdy siedziałam przed komputerem podchodził do mnie po pieszczoty lub tylko pogadać. Uwielbiał brykać. Jak to tygrysy. Miał tylko osiem lat. Kiedy miał cztery miesiące wybrał sobie nasz domek i w nim pozostał do dnia dzisiejszego.
Bardzo za nim tęsknię...
Najbardziej boli to, że staraliśmy się mu jakoś pomóc w ostatnim tygodniu i się nie dało. Mocne leki, ściąganie wody z płuc, aby mógł lepiej oddychać. Po zdjęciach RTG okazało się, że tylko przedłużaliśmy na siłę jego życie. Zdjęcia wykazały raka płuc.
Biedak się męczył nie mógł jeść. Leżał a jak mu podstawiałam miseczkę z wodą. Moczył wtedy swoją mordkę i tak pił. Kaszlał wcześniej, dostał leki i mu przeszło. I nagle w ciągu tygodnia koniec...
Najgorzej było podjąć ostateczną decyzję. I chyba to najbardziej mnie męczy.
Bardzo za nim tęsknię...

Biedak się męczył nie mógł jeść. Leżał a jak mu podstawiałam miseczkę z wodą. Moczył wtedy swoją mordkę i tak pił. Kaszlał wcześniej, dostał leki i mu przeszło. I nagle w ciągu tygodnia koniec...
Najgorzej było podjąć ostateczną decyzję. I chyba to najbardziej mnie męczy.

Komentarze
trzymaj się, pozdrawiam
Gorąco Cię ściskam. jestem przekonana, że Tygrysek dołączył do licznej grupy ukochanych zwierzaków, które na nas czekają w zaswiatach i kiedys się z nimi spotkamy
gorąco Cię pozdrawiam
Trzymaj się!
Ja głęboko wierzę, że nasze futerka które są za Tęczowym Mostem czekają tam gdzieś na nas i kiedyś się spotkamy. No i na pewno żyją w naszych sercach.
Serdeczności
Pozdrawiam Cie cieplo.